primastudio

Po plaży

Choć mówi się powszechnie, że jesteśmy otwarci na problemy emigrantów, w rzeczywistości wygląda to inaczej. Życie codzienne pokazuje, że otwartość deklarujemy bardzo chętnie, kiedy konkretny problem nie dotyczy nas bezpośrednio. Jeżeli tylko jest zbyt blisko nas, wycofujemy się z naszych wcześniejszych deklaracji, a przynajmniej obojętniejemy na troski cudzoziemców. Okazuje się nagle, że wymaga się od nas zbyt dużego zaangażowania w sprawy emigrantów, którym tak naprawdę nie chcemy poświęcać zbyt wiele swojego czasu. Nasza pomoc ogranicza się do najbardziej podstawowych rzeczy, a potem przybysze zostają sami ze swoimi problemami.

I tutaj dopiero zaczyna się ich gehenna. Doznają namacalnie tego, że są niechciani, stanowią obciążenie. Dyskryminuje się ich na rynku pracy, kiedy poszukują tak potrzebnego im zajęcia zarobkowego. Odczuwają niechęć w urzędach podczas organizowania lokalu mieszkalnego, bo przecież w naszym społeczeństwie też są ludzie potrzebujący mieszkania. Bardzo trudno im przebić mur obojętności i nie zostać wykluczonym z grupy społecznej.